No to trafiłaś ...
Nie ma za wielu neurologów na śląsku.
Kilka perełek z mojego doświadczenia.
Jeden z neurologów po wykonaniu kilku badań stwierdził ponad wszelką wątpliwość, że mam bóle urojone i skierował mnie do psychiatry. Nie muszę dodawać, że to była ostatnia wizyta u tego pana.
Inna pani neurolog po wysłuchaniu mojej historii (pani G z kliniki na Ligocie rok 2009):
herman pisze:" byłem u neurologa oups przepraszam, byłem u pani z papierami neurologa.
kazała się wyszczerzyć wysłuchała, coś tam zapisała po czym stwierdziła, że bez tych wyników badań z 1999 r to ona niewiele może zrobić ...
brakło mi słów ale jeszcze próbowałem:
- jak będę potrzebował przy następnym ataku tlenu to czy dostanę receptę ?
- to niech pan jedzie do najbliższego szpitala na izbę przyjęć, tam panu dadzą.
- ale ja mam czasem 3 ataki w ciągu nocy i jak ja podczas ataku 3 razy w nocy mam jechać na izbę przyjęć ?
- to niech pan tam już zostanie
i tu opadły mi ręce ...
zapytałem tylko czy nie powtórzyła by ewentualni badań, na co usłyszałem: "wie pan co ? takimi przypadkami to się w łodzi zajmują ..." "
Przypadki totalnego olewania gościa z klastrem to norma na śląsku.
Oczywiście całkiem niedawno zdarzyły się perełki. Obie to właściwie lekarze po studiach. Jedna pani doktor (z tej samej kliniki, na stażu), nie pamiętam nazwiska (dwuczłonowe) potraktowała mnie na izbie przyjęć w pełni profesjonalnie (po tym jak mnie tam odholoował kumpel). Nie znała dobrze klastra więc posiłkowała się wiedzą z podręcznika i ... jak się okazało ze strony klastrowców

. Podała tlen i sterydy. Do dziś mam do niej wiele wdzięczności, a inni podający się za neurologów powinni jej pomnik postawić, bo w moich oczach ocaliła określenie neurolog od trafienia do słownika wulgaryzmów.
Drugi przykład to bardzo miłe przyjęcie i okazanie zainteresowania klastrem przez młodego neurologa (który jest teraz MOIM neurologiem). To on pomógł mi rozwikłać zagadkę. Być może niewiele nowych informacji wniósł w moje schorzenie ale pomógł choćby zainteresowaniem i tym, że podjął walkę. Dziś może karba zrobić na kolbie

.
Inne przypadki ? Pani neurolog z przychodni na ul. Mickiewicza w roku bodajże 1995. Przybyłem do jej gabinetu z blokującą się prawą nogą. Pani "nerwolog" stwierdziła, że nie mam czucia w płacie skóry i tym postanowiła się zająć. Na nic nalegania, że ta skórka mnie w niczym nie wadzi, natomiast blokująca się noga (taki chwilowy paraliż) i owszem. Uciekłem. Poszedłem jeszcze tego samego dnia do jedynego prawdziwego lekarza jakiego znam (mój internista p. Przybyła). Po myślał, zrobił kilka badań, przepisał zastrzyki (potrójne) i po 3 serii zastrzyków problem zaczął znikać.
Prywatna wizyta u "urologa". Pomacał pooglądał i przepisał czopki przeciwbólowe ... 100 zł za coś co już robiłem bez jego rad. Tydzień później wizyta u innego urologa z NFZ, szereg badań i diagnoza "kręgosłup", która nawiasem mówiąc okazała się trafiona w 100%.
Mógłbym śmiało podsumować moje doświadczenia z lekarzami tak:
starzy lekarze - lekarz z powołania to taka sama rzadkość jak zielone ferrari, ci z powołania są naprawdę dobrzy w tym co robią, rzeczowo precyzyjnie potrafią określić jakie należy wykonać badania, wykazują cierpliwość dla pacjenta i samo poczucie, że się przyszło do fachowca sporo daje. Pozostali sieją popłoch i panikę traktując pacjenta jak zło konieczne w drodze do celu - emerytury ( na zasadzie: panie doktorze boli mnie noga; - amputować, następny).
młodzi lekarze - mają sporo ambicji, większość wykazuje zainteresowanie pacjentem i jego przypadkiem, działają może nieco chaotycznie ale z wiarą w to co robią. Może brak im doświadczenia ale ja tam wolę chyba do tych młodych.