Mój bilans

Jak to wygląda u każdego z nas, jak sobie radzimy, problemy, trudności, zwycięstwa, pytania.
piaf5
Nowicjusz
Posty: 93
Rejestracja: 27 kwie 2009, 01:29

Mój bilans

Post autor: piaf5 »

Prowadzę dziennik bólu od 23 kwietnia ubiegłego roku. Bilans to ponad 60 godzin bólu w skali od 1-9, nie umiem wyliczyć średniej. Miesięcznie to kilkanaście razy, raz więcej, raz mniej ataków. Najlepszy był styczeń - 2 małe incydenty. Zwykle łapie mnie co 2, 3 dni, czasem codziennie, a czasem i 4 i 7 dni przerwa. W nocy było 20 ataków. Regułą niemalże było to, że jeżeli był atak w nocy, to i w dzień się powtarzał. Natomiast po silnym ataku było gwarantowane co najmniej 2 dni przerwy. Cały ten rok w sumie był znacznie lżejszy, niż to co było wcześniej (od października 2007 r. zaczęło się i było tragicznie). Każdy atak zaczynał się od niewinnego ćmienia zęba, zawsze tego samego( górna 6) poprzez szczękę do nasady nosa i w górę. Odczuwałam potem nasilający się ból wewnętrznego dziąsła od tego zęba, potem podniebienie, a reszta to kości policzkowe( takie krążenie i rozrywanie, aż do skroni). Wyraźnie też odczuwałam przed tym początkowym ćmieniem, jakiś niepokój. Decydująca chwila to ten niepokój i ledwie wyczuwalne ćmienie i aby tego nie zlekceważyć i przystąpić do działania. A więc w moim przypadku to zamrożony żelowy kompres( wymodelowany na połowę twarzy) im wcześniej go przyłożyłam tym krócej trwał ból, a nawet zbytnio się nie rozwijał. Przeciętnie ok. 20 min. Czasem, gdy zrobiłam to zbyt późno dodatkowo musiałam mieć ochłodzone stopy, przeguby rąk i płukanie jamy ustnej lodowatą wodą. Ataki, te gorsze, wywoływały kaszel, duszenie się, a na koniec trzęsłam się z zimna, ale nic już nie bolało.
Ten rok był też spokojny pod każdym względem, a to dlatego, że z tymi atakami oswoiłam się, nie panikowałam, nie bałam się, ani nie chodziłam kąta w kąt, jak kiedyś. Cały czas jednak czuwam nad tym, abym miała świeże powietrze – duszne pomieszczenia to nie dla mnie. Nie brałam żadnych, ale to żadnych leków przeciwbólowych. No i jestem na specjalnej diecie( warzywa, owoce, soki, a z mięsa tylko ryby morskie nie smażone – albo piekę, albo duszę, albo paruję, no i dużo kwasów Omega 3, które spożywam w postaci oleju lnianego Budwikowego zmiksowanego z jogurtem, serem białym , a do tego dodaję różne dodatki w postaci owoców i musli itp.). Minął już rok jak tu z Wami jestem, więc chciałam podzielić się swoimi sposobami na tę dokuczliwą przypadłość. Bez kompresu ani rusz! Ciekawa jestem, czy ktoś też stosuje takie kompresy? Ciekawa też jestem, jak wygląda Wasz klaster w skali roku, może opiszecie? Pozdrawiam serdecznie i czekam na wypowiedzi.
piaf5
Nowicjusz
Posty: 93
Rejestracja: 27 kwie 2009, 01:29

Re: Mój bilans

Post autor: piaf5 »

Oczywiście jest to bilans roczny od 23 kwietnia 2009 - 23 kwietnia 2010, sorry,za brak tej informacji na początku
wlodzimierz
Zainteresowany
Posty: 212
Rejestracja: 04 lut 2010, 18:14

Re: Mój bilans

Post autor: wlodzimierz »

U mnie ataki występują bardzo często.Wciągu 2miesięcy zbrakło kartek w notesie na ich spisywanie[więc zaprzestałem].Oczywiście że chłodzę sobie skroń i kark bardzo zimną wodą ,ale to tylko chwilowo pomaga.Mam ataki po 3-4 na dobę.Diety żadnej nie stosuje .Klaster taki pojawia się u mnie co 2-3lata i przyzwyczaiłem się do niego.
Awatar użytkownika
herman
Przewodnik
Posty: 547
Rejestracja: 01 sty 2010, 19:16

Re: Mój bilans

Post autor: herman »

kompres w moim przypadku działa na mnie drażniąco. nic więcej nie daje.
leki przeciwbólowe ???? hehehehe niezłe menu mógłbym ułożyć z listy tego co próbowałem zażywać :D :D - bez rezultatu. zimą nawet zimne powietrze na twarzy działa na mnie jak wyzwalacz. żadnych dodatkowych bodźców. jedynie muza działa na mnie kojąco ale mam wrażenie, że po prostu działa odstresowująco więc łatwiej mi przetrwać.
na dzień dzisiejszy dzięki wam (przez to forum) poznałem skuteczne metody - sumatryptany i tlen. choć po tlenie spodziewałem się skuteczniejszego działania ale nie będę wybrzydzał, grunt, że działa.
jestem epizodykiem więc ataki miewam 2 razy do roku i jakoś mało regularnie, najczęściej bywały bardzo wczesna wiosna i późne lato ale nie jest to jakąś pewną regułą. ostatnio powrócił mój horton po 5 latach przerwy. dziennika nie prowadzę ale zapamiętuję szczegóły: zapowiedź ataku, jak udało się go uniknąć, towarzyszące zjawiska, skala bólu itp. próbowałem prowadzić dziennik ale po ataku jakoś nigdy nie miałem ochoty ani siły żeby się zmusić do zrobienia wpisu.
ODPOWIEDZ