witam was wszystkich...
jestem tu nowy. bardzo pomogla mi ta strona ale o tym jeszcze napisze. teraz nie mam czasu, bo zycie mnie goni. tak tylko szybko....
pierwszy raz to poczulem 24 wrzesnia 2001 roku. pamietam to jak dzis.
przerazenie, zmieszanie i ciekawosc... jezuuuuussss... co jest???!!! aaaaaa!!! moje oko, skron mi zaraz peknie, gdzie to?? co to?? dlaczego?? czy ja oslepne... zaraz mi oko peknie na pol albo wybuchnie... aaaa!!! to byl moj pierwszy raz. pogryzlem sobie dlon i poobijalem kostki na dlonia. no i malo sobie co wlosow nie wyrwalem... to bylo 7 lat temu... potem dentysci, laryngolodzy, okulisci i neurolodzy pukajacy w kolano mloteczkiem i twierdzacy, ze odruchy zdrowe i wszystko jest okej. zaznaczam, ze badania do swiadectwa zdrowia mialem obowiazek wykonywac, co rok ze wzgledu na wykonywany zawod (w czasie przeszlym) i za kazdym razem wykonywalem serie badan i testow od stop dp glowy, lacznie z badaniami neurologicznymi i za kazdym razem przy wystawianiu certyfikatu slyszalem... panie pan taki zdrowy, ze ja wystawie ten certyfikat na dwa lata... no dobrze...
dzisiaj jest 11 czerwca 2008. trafna diagnoze otrzymalem tydzien temu. z jednej strony sie ciesze, poniewaz podejrzewalem jakis nowotwor. neurolog, ktora przeprowadzila ze mna wywiad i skierowala mnie na rezonans, ktory oczywiscie wykazal jedynie to, ze jestem zdrowy jak nikt inny.. polecila odwiedzenie mi tej strony, abym sam sie przekonal, co mi dolega... ile czasu minelo....?? 7 lat... ciagle gdy mi powtarzano, ze to migrena, nerwobole albo poprostu zmeczenie (jestem jedna z tych osob, ktore jak sie wkreca na obroty to ciezko jest mnie zatrzymac) ewentualnie zeby( cala prawa strone mam tak wyleczona, ze chyba juz nigdy mi sie tam zaden zab nie zepsuje

) czytajac skale bolu na tej stronie juz bylem pewny, ze to to... wszystko tak trafnie bylo opisane, ze mi sie lezka w oku zakrecila, teraz mi sie jeszcze kreci jak to pisze.. lacznie z tymi myslalmi samobojczymi... po takiej dziesiatce na trojeczki czworeczki nie zwracam uwagi przez kolejne pare dni, a dwa dni mam wydarte z kalendarza. jestem cialem ale mnie nie ma. nadludzkie zmeczenie, depresja, zniechecenie, problemy z wyslawianiem sie. ogolny paraliz funkcji zyciowych... jak mnie lapie dziesiateczka (nie czesto na szczescie) lub dziewiateczka w nocy to naprawde nastepnego dnia rano jesli ktos by polozyl pistolet obok lozka... nie wahalbym sie... teraz ciezko mi sie to pisze, bo tego nie czuje tak... jest to wrecz glupie i nierozsadne.. ale na goraco... wiecie o czym mowie... pozdrawiam was wszystkich... bede pisal. napisze moje spostrzezenia i uwagi i moje sposoby na bol... wkoncu przez siedem lat czlowiek jako istota myslaca cos tam zawsze wymysli, nie??

najciekawsze jest to, ze ciagle czulem, po kazdej wizycie u lekarza, po kazdej jakiejkolwiek radzie, ze to jest cos innego... mam juz pare sposobow na bol... niektore sa bardzo niekonwencjonalne i wrecz pewnie wywolaja poruszenie wsrod zgromadzonych

nie likwiduja bolu calkowicie.. ale ataki sa lzejsze i wieksze odstepy pomiedzy. ide do pracy... trzeba placic rachunki i splacac kredyty... wczoraj mialem cztery ataki... jeden taki kolo 7emki w samolocie. oko tak mi lzawilo, ze mialem cala koszulke mokra. ne moglem sie ruszyc ani uciszyc reszty pasazerow.. dzisiaj czuje sie zmeczony ale (odpukac) nie czuje pazurow bestii... pozdrawiam wszystkich... i dziekuje wam bardzo... zaczynam robic kalendarzyk... od jutra... dzisiaj nie mam czasu
