Jak w każdym zawodzie, tak i w tym wielu ludzi jest z przypadku, dla zrobienia kasy czy kariery, albo parcia rodziców.
Niestety, nie wszyscy to Prusińscy
Kiedyś, analizując przebieg mojego Hortona doszłam do jedynego, słusznego wniosku.
Zmieniając lekarza (czy jak w w/w przypadku-SOR lub pogotowie) nie wolno się przyznawać, że już gdzieś się leczymy/leczyliśmy.
Wtedy można liczyć, że jakoś zajmą się, przebadają, postarają się zdiagnozować.
Przerabiałam to kilka razy. Gdy lekarz pytał czy już byłam z tym u kogoś przyznawałam, że TAK.
Kolejne pytanie:
- CO STWIERDZONO?
- MIGRENĘ.
- TAK PROSZĘ PANI, BO TO JEST MIGRENA.
Wniosek: pierwszy lekarz pofatygował się o jakąś diagnozę, a następni nawet nie słuchali tego co mówiłam o charakterze bólu, objawach dodatkowych, częstotliwości, długości trwania ataku i całej reszty. Dlaczego? Bo to fatyga; trzeba włączyć myślenie, zlecić jakieś badania, analizować je, może zajrzeć do lektury/literatury fachowej, kombinować co jeszcze można.
Nie ma na to chęci, szkoda czasu. Co tam ból głowy?! Zgadzać musi się tylko kasa!
- NASTĘPNY PROSZĘ.
Bo (zasłyszane na własne uszy; półgębkiem lekarz, w odpowiedzi na jakieś zdanie innego lekarza) WDZIĘCZNOŚCIĄ PACJENTA KREDYTÓW NIE SPŁACISZ.
Bez komentarza....